Jan Vermeer, Ważąca perły

Jan Vermeer, Ważąca perły
Ważąca perły

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Styczeń. Dom pachnie niemowlęciem

Miesiąc groźnego piękna. W naszym klimacie żadna inna pora roku nie kojarzy się z urokiem, który zabija. Rozgwieżdżone niebo mroźnych nocy. Łagodna różowa poświata wschodów i zachodów słońca, pocałunek Królowej Śniegu.
Dom moich przyjaciół pachnie niemowlęciem. Mięciutki tobołeczek z czarnymi oczami, czarną czuprynką i pupą wypchaną pampersem, wpatrzony w puste miejsce na suficie. Może widzi tam anioły.
Aga, mama trójki dzieci, mówi: to nieprawda, że Dzieciątko Jezus po cichutku wchodzi w nasze życie. Dziecko przychodzi na świat z płaczem i krzykiem, rozwalając dotychczasowy świat rodziców. Każde dziecko to rewolucja, to „grzmot tak czarowny” – czarowny, ale jednak grzmot.

sobota, 19 grudnia 2009

Blog Roku 2009

Jeśli uważasz, że moje zapiski sa tego warte, zagłosuj... :)
http://www.blogroku.pl/gadkizchatki,gw8gw,blog.html

piątek, 11 grudnia 2009

Grudzień. Niech kwitnie ogień

Dni wypełnione pracą i szarością. Kurczący się dzień. Nie umiem znaleźć sposobu na niedobór światła. Owszem, zdarza mi się grzać serce rano na roratach. A potem wszystko stygnie, rozmywa się w mglistym przedpołudniu i wilgotnym popołudniu. Niebo się nie otwiera.

„Tutaj było ciemno, ale tam, w tym pęknięciu cienkim jak włos, jak rana po najostrzejszym ostrzu, płonął złocisty ogień, pulsowała purpurowa krew” (Andrzej Stasiuk).

piątek, 6 listopada 2009

Listopad. Skrzydło i palma

Moja rodzina przypomina palmowy liść, rozcapierzony ku górze. Ciżba kuzynów i pociotków, ciżba roześmiana, rozcałowana, serdeczna i czuła. Okrągłe twarze i szeroko rozstawione niebieskie oczy – to daleka i bliska rodzina taty, rozrosła jak dąb. Rodzina mamy – mniej jednolita i raczej topniejąca, rozproszona.

Są bóle, ale schowane w splotach nerwów, w głębi żołądków i stawów. Są niespełnione sny i zawiedzione nadzieje. Całe morze samotności. I straszny lęk przed śmiercią, który usiłujemy łagodzić śmiechami na cmentarzu, w dzień Wszystkich Świętych.

„Imię nasze pójdzie z czasem w niepamięć i nikt nie wspomni naszych poczynań. Przeminie życie nasze jakby ślad obłoku i rozwieje się jak mgła, ścigana promieniami słońca i żarem jego przybita. Czas nasz jak cień przemija, śmierć nasza nie zna odwrotu: pieczęć przyłożono, i nikt nie powraca” (Mdr 2, 4-5)

Jak trudno uwierzyć, że oprócz korzeni mam też skrzydła.

Yan Kai

Wystawa współczesnego malarstwa chińskiego. Tusz. (Większość to obrzydliwe bohomazy). Są jednak bardzo podobne dwie prace, które przykuły mój wzrok. Czarnobiałe krajobrazy. Jeden z obrazów nosi tytuł „Pustelnik łowiący ryby nad kwiecistym potokiem”, a drugi – „Pustelnik łowiący ryby na jesiennej rzece”. Nieruchome lustro wody, w którym odbija się niewidoczne niebo. Strome góry, kłębiaste jak chmury, zastygłe kamienne wodospady. Tylko gdzie pustelnik i ryby? Schowani w wielkiej ciszy, w której słyszysz bicie własnego serca.

Dzikie wino

Znak jesieni. Oplatające, zwisające, dające życie i koloryt najbrzydszej ścianie. Dzikie wino jest jak kot – zawsze dobrze wygląda, w każdej pozycji i na każdym tle.

Mitoraj, Anielskie Drzwi

Anielskie Drzwi u jezuitów w Warszawie – najpierw nie podobały mi się, a teraz nie umiem bez nich żyć. Wychodzę z kościoła, próbuję zajrzeć aniołowi w oczy. Zaczepia mnie jakiś facet, pyta: „pani naprawdę podobają się te drzwi? Bo ja nie mogę już patrzeć, Mitoraj w kółko robi to samo, wcale się nie rozwija, a ja bym chciał, żeby on się rozwijał. Chociaż, wie pani, ja nie myślałem, że on jest taki stary, nawet z nim rozmawiałem, a on powiedział, że już ma swoje lata i nie będzie nic zmieniał”. Facet leciał za mną aż na Rynek Starego Miasta, tłumaczył, że gadał z Mitorajem i że ma żonę Włoszkę.
Nie cierpię ludzi, którzy mówią artystom, co tamci mają robić. Niech Mitoraj ciągle rzeźbi w tym samym swoim stylu. Bo to jest JEGO styl. Wy sobie krytykujcie. A ja po raz setny stoję przed Anielskimi Drzwiami i płaczę, głęboko wzruszona.